WSPÓLNIE SPROSTAĆ WYZWANIOM PRZYSZŁOŚCI
Niedziela, Maj 10, 2020, 15:42

Kolejny „Dzień Europy” skłonił mnie do refleksji o roli Europy w moim naukowym życiu. Takie doświadczenia są typowe dla mojego pokolenia, ale pewnie nie do końca są zrozumiałe dla młodszych, dlatego warto je, choć w kronikarski sposób, przywołać.

Pierwsze moje „spotkanie z Europą” miało miejsce w sierpniu 1987 r. podczas pierwszego wyjazdu za granicę. Wcześniej, pomimo kilku prób, nigdy nie otrzymałem zgody na otrzymanie paszportu…. (młodsi pewnie teraz zapytają rodziców, co to znaczy).

A celem tego wyjazdu były Helsinki, gdzie od 10 do 14 sierpnia 1987 r. w Helsinki University of Technology odbywała się Siódma Generalna Konferencja Europejskiego Towarzystwa Fizycznego. Wszystko szokowało – podróż promem Pomerania, piękne miasto i nowoczesny Uniwersytet, ale najbardziej szokowała sama konferencja. - Tamte wrażenia towarzyszą mi przez cały czas. - Sesje plenarne oraz wiele równoległych sesji tematycznych, wykłady, setki referatów i posterów, no i wielkie naukowe gwiazdy. Nazwiska wielu z nich oczywiście znałem, uczyłem się z ich podręczników, studiowałem ich publikacje. I oto mogłem ich zobaczyć i posłuchać „na żywo”. To robiło ogromne wrażenie.  Przede wszystkim Nobliści: Aleksander M. Prokhorov (gościł w Poznaniu w laboratorium prof. Franciszka Kaczmarka), Heinrich Rohrer oraz Simon van der Meer. Ale wielkimi naukowymi gwiazdami byli tam także Alex Müller oraz Georg Bednorz (jego rodzice pochodzili ze Śląska), którzy rok wcześniej dokonali spektakularnego odkrycia nadprzewodnictwa w materiałach ceramicznych, za co w grudniu 1987 r. otrzymali Nagrodę Nobla. Pamiętam jeszcze piękny wykład o ciekłych kryształach, który wygłosił Pierre-Gilles de Gennes, który nagrodę Nobla otrzymał w 1991 r. Ale najbardziej pamiętam Young Peoples Beer Party, podczas którego popijając tradycyjne fińskie piwa kalja i sahti, słuchaliśmy opowieści prof. Heinricha Rohrer’a (Nobel w 1986 r.) o jego naukowych pasjach, ale przede wszystkim o tym, jak jego studia przerwała służba wojskowa w szwajcarskiej piechocie górskiej. Swój „piwny wykład” zakończył Noblista słowami „Szwajcaria nie ma armii, Szwajcaria ma najlepsze na świecie pospolite ruszenie”.  I może właśnie dlatego Szwajcaria jest krajem neutralnym?

Dzisiaj jesteśmy europejskim krajem w pełnym tego słowa znaczeniu i dopiero zamknięcie granic w związku z pandemią przypomniało nam tę oczywistość. I Europa nie zaskakuje nas już tak jak to było ponad 30 lat temu. Ale warto na Europę ciągle patrzeć w kategoriach możliwości, szczególnie tych pierwszych, bardzo ważnych naukowych kontaktów.  Bo nauka nie zna granic, również tych coraz mniej widocznych w Europie.


Czwartek, Maj 7, 2020, 22:48

6 maja 2019 r. w przeddzień Wielkiego Jubileuszu w Auli UAM odbyła się niezwykła konferencja naukowa „Uniwersytet w poszukiwaniu doskonałości”.

Siedmioro zaproszonych referentów, światowej sławy uczonych i doktorów honoris causa Uniwersytetu Poznańskiego opowiedziało o swojej drodze do naukowej doskonałości. Mówili o tym, czym jest dla nich nauka i naukowa pasja oraz jak wiele czynników determinuje naukowy sukces. Byli wówczas z nami:

Profesor Béla Bollobás, jeden z najwybitniejszych obecnie matematyków na świecie,

Profesor Cheong Byung-Kwon, tłumacz arcydzieł literatury polskiej na język koreański oraz twórca koreańskiej polonistyki,

Profesor Andrzej Dubas, twórca poznańskiej szkoły agronomii, który upowszechnił uprawę kukurydzy w Polsce,

Profesor Krzysztof Matyjaszewski, odkrywca metody polimeryzacji rodnikowej z przeniesieniem atomu, uznawanej za największe osiągnięcie nauki o polimerach w ciągu ostatniego półwiecza i prawdopodobnie przyszły noblista,

Profesor Peter Nijkamp, współtwórca i najwybitniejszy przedstawicieli ekonomii przestrzennej,

Profesor Maria Siemionow, specjalistka chirurgii i transplantologii, której światowa sławę przyniosło zrealizowanie udanej operacji prawie całkowitego przeszczepu twarzy, pierwszego w Stanach Zjednoczonych,

Profesor Hans Wolfgang Spiess, wybitny specjalista w dziedzinie badań polimerów metodami magnetycznego rezonansu jądrowego, twórca i dyrektor jednego z największych laboratoriów w Niemczech.

Każdy z tych znakomitych uczonych, zapewne wielokrotnie, uświetniał wielkie międzynarodowe kongresy. A wszyscy razem, w naszej Uniwersyteckiej Auli mówili tak zwyczajnie o swojej naukowej drodze, o trudnych wyborach, jakich musieli dokonywać, o tym jak rodziły się ich naukowe pasje, o pomysłach na badania oraz o ogromnej determinacji, która musi towarzyszyć badaczom. Doskonałość naukowa ma wiele miar i wiele definicji. Ale jedno ją łączy – ludzka pasja i pragnienie bycia tam, gdzie jeszcze inni nie byli i robienia tego, czego inni jeszcze nie robili.

Ktoś zauważył, że gdyby wszystkie publikacje i naukowe osiągnięcia tych siedmioro Doktorów hc miały afiliację naszego Uniwersytetu to wystarczyło by, abyśmy znaleźli się w pierwszej setce rankingu szanghajskiego… Ale tego dnia nie w głowie nam była jakaś tam lista szanghajska i impact factory. Tego dnia koncentrowaliśmy się na nich, na ich prawdziwej wielkości i ich drodze na naukowy Olimp. Opowieści zwyczajnie proste, a równocześnie tak pasjonujące. Pokazali nam jak ważna jest w nauce wizja, determinacja i konsekwentne podążanie wytyczoną naukową ścieżką. I jeszcze odrobina szczęścia, które - nie tylko w nauce - sprzyja najlepszym.

Warto było ich słuchać, warto było z nimi spędzić ten niezwykły dzień w przeddzień Wielkiego Jubileuszu. Bo „celebrowanie przeszłości ma sens tylko wtedy, gdy myślimy o przyszłości” – te słowa, jakie wypowiedziałem wówczas podczas otwarcia tej konferencji chyba najlepiej oddają sens tego Jubileuszu.

 

Fot. Adrian Wykrota


środa, Kwiecień 29, 2020, 20:16

Na portalach społecznościowych, ale także w poważnych czasopismach, coraz częściej pojawia się określenie Zoom fatique, co można przetłumaczyć jako zmęczenie Zoom’em. Nazwa pochodzi od znanego oprogramowania do wideokonferencji Zoom, a samo określenie Zoom faique oznacza zjawisko, w którym ludzie - nie spotykając się z innymi - nagle stają się bardziej przytłoczeni społecznie niż przed pandemią. Dwa przykłady - w The Wall Street Journal opublikowano artykuł pod znamiennym tytułem „Zoom Fatigue Is Real” (Zoom fatique jest rzeczywisty), natomiast tytuł artykułu w Harvard Buissnes Review brzmi “How to Combat Zoom Fatigue” (Jak zwalczyć Zoom fatique).

Walka z pandemią koronawirusa przeniosła dużą część naszego życia w świat wirtualny - próbujemy wirtualnie odtworzyć to, co straciliśmy, zarówno w pracy, na uczelni lub w szkole jak i w życiu prywatnym. Jednak ta nowa „wirtualna wersja” naszego życia w niewielkim stopniu przypomina to, z czego musieliśmy zrezygnować. Wszystko zostało „spłaszczone i dociśnięte” tak, aby zmieścić się w ramach czatów i aplikacji do wideokonferencji, takich jak Zoom, Google Meet czy MS Teams. A te przecież nie zostały zaprojektowane do obsługi naszej pracy, szkoły i życia towarzyskiego jednocześnie. W rezultacie zarówno introwertycy, ekstrawertycy jak i wszyscy inni mają dziwne uczucie „bycia społecznie przytłoczonym”, pomimo tego, że jesteśmy  przecież oddaleni od siebie.

Dlaczego tak jest? Psychologowie twierdzą, że interakcje poprzez wideo w trybie online różnią się zasadniczo od interakcji twarzą w twarz. „Na czacie wideo musimy bardziej pilnować słów, które wybieramy i tego, kiedy wkraczamy do rozmowy”. To wymaga zwiększonej samokontroli. Również brak mowy ciała zmienia naszą komunikację. Dlatego też czaty wideo mogą wymagać o wiele więcej energii i skupienia, podczas gdy interakcje bezpośrednie są mniej wymagające.

Naukowcy z Uniwersytetu Stanforda badali konsekwencje „stałego wgapiania się w ekran” w wirtualnych salach lekcyjnych. Odkryli, że w wirtualnych klasach wzrasta nie tylko „produktywność" (czyli efektywność nauczania), ale wzrasta także dyskomfort uczniów. Dr. Jeremy Bailenson, dyrektor Virtual Human Interaction Lab Uniwersytetu Stanforda twierdzi, że „Uczniowie skarżą się, że odczuwają duży dyskomfort przy ogarnianiu wzrokiem całego spotkania”. Badacze twierdzą, że interakcje wirtualne mogą być bardzo trudne dla mózgu -  „Mózg jest szczególnie wyczulony na twarze, a kiedy widzimy je duże, z bliskiej odległości, to otrzymujemy sygnał, że znajdują się one „niebezpiecznie blisko”. Naszym naturalnym odruchem w takiej sytuacji jest „walka lub ucieczka”. Podczas bezpośredniej rozmowy mózg tylko częściowo koncentruje się na wypowiadanych słowach, bo czerpie dodatkowe znaczenie dzięki licznym wskazówkom niewerbalnym, takim jak to, czy ktoś jest zwrócony twarzą do rozmówcy, czy odwraca się podczas mówienia. Ważne są również takie zachowania jak choćby „wiercenie się” rozmówcy czy pauzowanie za pomocą przyspieszonego oddechu.

Autorzy artykułu w Harvard Business Review podają pięć, opartych na badaniach porad, które mogą sprawić, że rozmowy wideo mogą być mniej wyczerpujące:

  • Avoid multitasking (Unikaj welozadaniowości)
  • Build in breaks (Rób przerwy)
  • Reduce onscreen stimuli (Zmniejsz ilość bodźców ekranowych)
  • Make virtual social events opt-in (Zgadzaj się na udział w wirtualnych sesjach społecznościowych)
  • Switch to phone calls or email (Przejdź na rozmowy telefoniczne lub e-mail)

Może tych pięć prostych rad spowoduje, że unikniemy poczucia wyczerpania na myśl o kolejnym czacie wideo. Tego Państwu i sobie życzę…. No i szybkiego powrotu do realu!


Sobota, Kwiecień 25, 2020, 23:43

Są autorzy, których uwielbia się czytać. I czytać wszystko, co tylko napiszą. Dla mnie jednym z takich ulubionych autorów jest Peter Drucker, badacz i wykładowca akademicki, uważany za „jednego z najwybitniejszych myślicieli i teoretyków zarządzania XX wieku”.  Lubię przede wszystkim jego zdroworozsądkowy styl argumentowania i te często „dość oczywiste” sformułowania. Chyba najbardziej znanym jego stwierdzeniem jest to - „Najlepszą metodą przewidywania przyszłości jest jej tworzenie”.
Był Peter Drucker w zarządzaniu zwolennikiem stabilności i wizji. I był przekonany, że przewodzenie w trudnych czasach wymaga umiejętności przewidywania kierunku zmian, a także podejmowania decyzji, czego nie należy zmieniać. „Cel służy określeniu, co zrobić dziś, by jutro uzyskać rezultat” pisał w swojej „Praktyce zarządzania”.
 
Ale Peterowi Druckerowi zawdzięczam jeszcze coś – moje „odkrycie” Andrew Carnegie. W jednej ze swoich książek Drucker przytacza napis z jego grobowca „Here lies a man who knew how to enlist the service of better men than himself” (Tu spoczywa człowiek, który umiał przyciągnąć do swej służby ludzi lepszych od siebie). „Autobiography of Andrew Carnegie” z 1920 r. można znaleźć bez trudu w Internecie. To bardzo ciekawa lektura.
Carnegie Institute of Technology, który przekształcił się w Carnegie Mellon University, Carnegie Hall w Nowym Jorku, Carnegie Museum of Art czy Carnegie Institution for Science w Waszyngtonie to niezwykłe pomniki jego imienia. Na przełomie XIX i XX wieku był Andrew Carnegie jednym z najbogatszych ludzi na świecie. Ogromną fortunę zawdzięczał przede wszystkim dużej intuicji oraz umiejętności doboru pracowników, którzy rozwijali jego biznesowe pomysły. Przez wiele lat „bezwzględny kapitalista” (biografowie mówią o czarno-białym portrecie) został obok Rockefellera największym filantropem tamtych czasów. „Przez pierwszą część życia człowiek powinien gromadzić bogactwo, przez drugą – dzielić się nim. Bo ten, kto umiera bogaty, umiera w hańbie” – mawiał. Carnegie fundował biblioteki - prawie 3 tysiące bibliotek (jego imienia) oraz wyposażał kościoły w organy, by jak mówił "ulżyć tym, którzy musieli słuchać kazań". Geneza niezwykłej transformacji Carnegiego ciągle budzi ciekawość biografów, a napisany przez niego w 1889 r. esej "Ewangelia bogactwa" (Gospel of wealth) uważany jest za „wykładnię filantropii”. Często też zawarte w nim tezy uznaje się za pierwotne zasady „odpowiedzialności społecznej biznesu”.
A wracając do Petera Druckera, to warto przywołać jedną z wielu opisanych przez niego anegdot:  „Ludzie zarządzania z lubością powtarzają podczas swych spotkań anegdotę o trzech kamieniarzach, których zapytano, co robią. Pierwszy odpowiedział – „zarabiam na życie”. Drugi, nawet nie przerywając pracy, odrzekł: „To, co robię, to najlepsza robota kamieniarska w całym kraju”. Trzeci oderwał wzrok od kamienia i stwierdził, spojrzawszy na pytającego wizjonerskim wzrokiem: „Buduję katedrę”.
Na pewno Andrew Carnegie był “budowniczym katedr”. Warto, by współcześni poszli jego śladem….
 


Wtorek, Kwiecień 21, 2020, 19:57

Dziś dotarły smutne informacje, że odeszli od nas na zawsze – dr Krystyna Łybacka i prof. dr hab. Stanisław Chwirot. Obojgu zawdzięczam wiele.
Pani poseł Krystyna Łybacka w VII kadencji Sejmu pełniła funkcję przewodniczącej Podkomisji stałej ds. nauki i szkolnictwa wyższego. I to właśnie wówczas dostałem od Pani Poseł zaproszenie do udziału w posiedzeniach tej Podkomisji w charakterze eksperta zewnętrznego. W moim archiwum znalazłem zaproszenie na posiedzenie w dniu 29 lutego 2012 r. (załącznik), a porządek tego posiedzenia obejmował tylko jeden punkt: Informacja Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego na temat aktualnego stanu realizacji ustaw reformujących system nauki szkolnictwa wyższego oraz skutków ich wdrażania”.
 
Wśród materiałów, jakie były dyskutowane na kolejnych posiedzeniach Podkomisji znalazłem fragment, który dziś wydaje się być czymś oczywistym, ale wówczas to była rewolucyjna nowość:
 
"Utraci moc rozporządzenie o standardach kształcenia, w którym minister definiuje proces kształcenia dla zamkniętej listy kierunków studiów. Podstawowe jednostki organizacyjne uczelni będą mogły same określać i uruchamiać nowe kierunki studiów. Jednostki posiadające uprawnienia do nadawania stopnia doktora habilitowanego będą mogły to czynić całkowicie samodzielnie; pozostałe – po uzyskaniu decyzji ministra właściwego do spraw szkolnictwa wyższego wydanej po zasięgnięciu opinii ministra nadzorującego uczelnię i PKA".
 
"Kierunek studiów będzie zdefiniowany przez program kształcenia, który będzie zawierał opis założonych efektów kształcenia oraz opis procesu kształcenia, prowadzącego do osiągnięcia tych efektów. Efekty kształcenia dla danego kierunku muszą być zgodne z opisem efektów kształcenia dla odpowiednich obszarów kształcenia, opisanych w odpowiednim rozporządzeniu ministra".
 
"Warunkiem będzie zdefiniowanie efektów kształcenia zgodnie z ogólnymi zasadami wynikającymi z Krajowych Ram Kwalifikacji. Możliwość swobodnego tworzenia kierunków nie będzie dotyczyła jedynie zawodów regulowanych, w tym regulowanych zawodów medycznych, gdyż w tym zakresie obowiązują w Polsce przepisy Unii Europejskiej, obejmujące także reguły procesu kształcenia.
Wszystkie nowe rozwiązania w tym zakresie zostały sformułowane zgodnie z terminologią Krajowych Ram Kwalifikacji, stanowiących polski odpowiednik Europejskich Ram Kwalifikacji – europejskiego systemu wzajemnego odnoszenia do siebie kwalifikacji pozyskiwanych w systemach edukacji i szkoleń krajów członkowskich Unii Europejskie"j.
 
I tu chcę wspomnieć prof. Stanisława Chwirota, znakomitego fizyka, byłego dziekana i prorektora ds. nauki UMK, współtwórcę Uniwersyteckiej Komisji Akredytacyjnej oraz systemu ram kwalifikacji. Profesor Chwirot zaprosił mnie do siebie i zaproponował współpracę w zakresie „tworzenia opisu ram kwalifikacji”. To był niezwykły czas, kiedy całymi godzinami sprzeczaliśmy się o to, jak najlepiej opisać kwalifikacje oraz czy likwidacja „ministerialnych standardów kształcenia” nie spowoduje spadku poziomu nauczania na studiach. Pomysły wydyskutowane w toruńskim gabinecie prof. Chwirota „podsuwałem” do dyskusji na posiedzeniach Podkomisji, a liczne wnioski z dyskusji na Podkomisji poddawaliśmy krytycznej analizie podczas rozmów na UMK. Może dziś trudno w to uwierzyć, ale wówczas i posłom i akademikom zależało, aby wspólnie zrobić coś dobrego.
Od dziś nie będzie już z nami Pani Doktor Krystyny Łybackiej i Pana Profesora Stanisław Chwirota. Cześć ich pamięci!
 
P.S. I jeszcze wątek bardzo osobisty. W tym roku, po raz pierwszy od wielu lat nie było 3 kwietnia o poranku telefonu z życzeniami imieninowymi od Pani dr Krystyny Łybackiej. Tego dnia były to zawsze pierwsze życzenia… Nie  będzie już tych porannych telefonów i tych porannych życzeń nigdy więcej.
I nie będzie już więcej niezwykłych maili od Profesora Chwirota, bardzo krótkich i jakże pełnych treści – „Obiecałeś , że się zgodzisz! Przy świadkach!” lub „Wszystkiego pewnie nie ma sensu czytać, ale niektóre fragmenty mogą się przydać” – to o materiałach przesłanych z Sejmu.

 


Niedziela, Kwiecień 19, 2020, 22:05

W sierpniu 1665 r. zawieszono wszystkie zajęcia na Uniwersytecie w Cambridge. Ta przymusowe „zawieszenie” trwało do marca 1666 r., chociaż w pełnym zakresie Uniwersytet wznowił swoją działalność wiosną 1667 r. Przyczyną była epidemia dżumy, która szczególnie dotknęła Londyn (The Great Plague). Szacuje się, że zmarło wówczas około 100 000 osób, czyli ¼ mieszkańców tego miasta.
Tymczasem w czerwcu 1661 r. niespełna dziewietnastoletni Isaak Newton rozpoczyna studia na Uniwersytecie w Cambridge. Dyplom (bachelor's degree) otrzymuje w 1665 r., a w  kwietniu 1664 r. przyznano mu stypendium na kontynuację studiów – dyplom Master’s degree był niezbędny, aby nauczać w uniwersytecie. W tym czasie zatrudniono na Uniwersytecie w Cambridge pierwszego profesora matematyki – Isaaca Barrowa. Newton uczestniczy w jego wykładach i intensywnie studiuje prace innych matematyków.
Przymusowa kwarantanna i zamknięcie Uniwersytetu wymuszają powrót Newtona do jego rodzinnej miejscowości – Woolsthorpe w hrabstwie Lincolnshire. Tu, w domowym zaciszu, koncentruje się na pracy naukowej i rozwija najśmielsze teorie z zakresu optyki, grawitacji, teorii ruchu oraz rachunku różniczkowego. Newton wraca do Cambridge dopiero w kwietniu 1667 r., kilka miesięcy później zostaje wybrany na członka (minor fellow) Trinity College, otrzymuje dyplom master of arts degree, a dwa lata później, w wieku 27 lat otrzymuje stanowisko profesora matematyki.
Tak swoją działalność w okresie zamknięcia Uniwersytetu wspominał Newton: „All this was in the two plague years of 1665 and 1666, for in those days I was in my prime of age for invention, and minded mathematics and philosophy more than at any time since”. (Wszystko to działo się w latach zarazy 1665 i 1666, a w tamtym czasie byłem w najlepszym wieku dla dokonywania odkryć i bardziej niż kiedykolwiek wcześniej zajmowałem się matematyką i filozofią).
Mam gorącą nadzieję, że po latach historycy nauki będą mogli stwierdzić, że kwarantanna 2020 r. była też dla „nowego Newtona”  - „Newton’s annus mirabili”. 


Sobota, Kwiecień 18, 2020, 18:46

65 lat temu, w wieku 76 lat zmarł Albert Einstein, fizyk, laureat Nagrody Nobla. Zrewolucjonizował współczesną naukę, bo jako odkrywca nie miał sobie równych. Jako uczeń nie był prymusem, nie był też pilnym studentem. Ważnym okazał się rok 1905, w którym jako nieznany szwajcarski urzędnik patentowy opublikował kilka prac, które okazały się przełomowe dla ówczesnej nauki. W publikacji Zur Elektrodynamik bewegter Körper, czyli O elektrodynamice ciał w ruchu, wprowadził nową teorię, nazwaną później szczególną teorią względności. W wieku 31 lat został po raz pierwszy zgłoszony do Nagrody Nobla.  Podejmował się największych naukowych wyzwań – „Chcę wiedzieć, jak Bóg stworzył ten świat. Nie interesuje mnie to czy inne zjawisko. Chcę znać Jego myśli, reszta to szczegóły”. Swoje największe odkrycie, teorię względności, komentował: „Dlaczego właśnie ja sformułowałem zasadę względności? Ile razy zadaję sobie to pytanie, wydaje mi się, że przyczyna jest następująca: normalny dorosły człowiek w ogóle nie rozmyśla nad problemami czasu i przestrzeni. W jego mniemaniu przemyślał to już w dzieciństwie. Ja jednak rozwijałem się intelektualnie tak wolno, że czas i przestrzeń zajmowały moje myśli nawet wtedy, gdy stałem się już dorosły”.
 
„Bóg jest subtelny, ale nie złośliwy” - mawiał. Po latach przyznał jednak: „Kto wie, może jest jednak nieco złośliwy”. Był humanistą i pacyfistą – „Apeluję do wszystkich mężczyzn i wszystkich kobiet, tych znanych i tych mniej znanych, aby ogłosili, że odmawiają odtąd jakiegokolwiek uczestnictwa w wojnie i przygotowaniach do wojny”.  Nieprzypadkowo w gabinecie Einsteina, obok portretów Izaaka Newtona i Jamesa Clerka Maxwella, wisiała podobizna Gandhiego.
 
Niewiele osób wie, że Albert Einstein utrzymywał kontakty z polskimi fizykami: przede wszystkim z Leopoldem Infeldem, ale także z Myronem Mathissonem i Ludwikiem Silbersteinem. Efektem  współpracy z Infeldem była książka „Ewolucja fizyki”, która stała się światowym  bestsellerem. Przez wiele lat Einstein utrzymywał znakomite relacje z Marią Skłodowską-Curie, która zresztą napisała mu rekomendację, kiedy starał się o pracę na Politechnice w Zurichu. Pisała „Myślę, że instytucja naukowa, która dałaby Einsteinowi niezbędne dlań środki do pracy, powołując go na istniejące stanowisko, czy też stwarzając nowe, na warunkach, na jakie zasługuje, będzie poważana za taką decyzję i z pewnością wyświadczy wielką przysługę nauce”. Einstein, w trudnych dla niej chwilach potrafił się odwdzięczyć - „Bardzo podziwiam pani intelekt, energię i uczciwość. Miałem szczęście, że poznałem panią osobiście. Jeśli ta hołota nadal się będzie panią zajmować, niech pani po prostu nie czyta tych bzdur, proszę raczej zostawić je padalcom, dla których to zostało sfabrykowane”.
Uwielbiał popularność, nie był jednak człowiekiem łatwo dostępnym, chociaż bardzo charyzmatycznym. "Jak to się dzieje, że nikt mnie nie rozumie, a wszyscy mnie uwielbiają?"- mawiał.
O Einsteinie pisała Wiesława Szymborska w swoich felietonach „Wszystkie lektury nadobowiązkowe”. „Ale, żeby nie zatopić go w miodzie, przyznać trzeba, że dwóch uzdolnień nie miał: do polityki i małżeństwa. Jego polityczne poglądy to mieszanina wielkiej przenikliwości z naiwnością dziecka. Sam zresztą zdawał sobie sprawę, że to nie jego materia. /…/ Do życia rodzinnego nie pasował także. Dwa razy się żenił, choć nie powinien był wcale. Z kogoś tak zapracowanego i wiecznie czymś zaaferowanego ani troskliwy mąż, ani tatuś wodzący dziatki na długie spacery...".
 


Czwartek, Kwiecień 16, 2020, 22:10

W mediach coraz częściej pojawiają się informacje o tym, że kraje europejskie szykują się na "powrót do normalności”. Do powrotu do "nowej normalności" przygotowuje się także nasz kraj, dziś nakreślono „plan łagodzenia restrykcji”.  Powrót do normalności, to z jednej strony poluzowanie obecnie obowiązujących ograniczeń, z drugiej zaś to opracowanie i wdrożenie nowych procedur i rozwiązań organizacyjnych i prawnych. Celem nadrzędnym, co oczywiste, jest „uwolnienie gospodarki” – straty związane z ograniczeniem naszej aktywności liczone są już w dziesiątkach miliardów złotych tygodniowo.
 
W krajach dotkniętych pandemią uniwersytety zrezygnowały z bezpośredniego nauczania i przeszły na zdalny system pracy. Próbujemy zdalnie prowadzić kształcenie studentów i doktorantów, zdalnie pracujemy też w naszych biurach. Wprowadzając „pandemic plans” uniwersytety starają się z jednej strony zapewnić bezpieczeństwo, z drugiej zaś „pewną stabilność” studentom, doktorantom i pracownikom.
Portal PLOS One (czasopismo naukowe wydawane przez Public Library of Science na zasadach otwartego dostępu)przeprowadził badanie ankietowe wśród autorów publikujących na jego łamach. Pytanie brzmiało - „W jaki sposób na naszą społeczność autorów wpłynęła pandemia COVID-19?”
Zaledwie 7,2% respondentów odpowiedziało – „Moje laboratorium jest otwarte i działa normalnie”. Natomiast największy odsetek odpowiedzi - 36,6% - stanowiło stwierdzenie „Moje laboratorium jest zamknięte dla wszystkich (oprócz niezbędnych działań), ale mogę kontynuować badania zdalnie”. Kolejnych 18,8% respondentów odpowiedziało „Musiałem odłożyć lub anulować prace”. I jeszcze dwie kategorie odpowiedzi - 4,3% badanych stwierdziło, że „Moje badania są bezpośrednio związane z epidemią i faktycznie ją badam” natomiast 6,9% respondentów udzieliło odpowiedzi: „Robię sobie przerwę od badań, aby nadać priorytet osobistym obowiązkom, takim jak opieka nad bliską osobą lub edukacja moich dzieci”.
Prowadzenie badań w tych trudnych czasach nie jest więc łatwe. Zamknięcie laboratoriów i wynikające z tego ograniczenie badań (research shutdown) doskwiera naukom eksperymentalnym, zamknięcie bibliotek i ograniczenie dostępu do publikacji naukowych doskwiera wszystkim naukowcom. Do tego dochodzi brak międzynarodowej mobilności. W bardzo trudnej sytuacji są doktoranci, szczególnie ci kończący studia doktoranckie.
 
Dlatego coraz częściej pojawiają się pytania o "powrót do normalności” na uniwersytetach oraz czy i jak przewidywany kryzys gospodarczy wpłynie na nasze funkcjonowanie, zarówno w bliższej jak i dalszej przyszłości. Pesymistyczny charakter tej debaty wzmagają tytuły w światowych mediach: „1,3 miliarda uczniów na całym świecie nie może uczęszczać do szkoły ani na uniwersytet ze względu na środki powstrzymujące rozprzestrzenianie się COVID-19”, „Pandemia wywrze ogromny wpływ na edukację globalną” czy „Jesteśmy na krawędzi przepaści: jak pandemia może zniszczyć marzenia o studiach”.
Ekonomiści przewidują, że to właśnie uniwersytety będą musiały w sposób szczególny poradzić sobie z szeregiem nowych wyzwań. „Prawdziwe niebezpieczeństwo może czaić się w przypadku długotrwałej epidemii, ponieważ szkolnictwo wyższe nie jest przygotowane do radzenia sobie z takim kryzysem”.
W czasopiśmie „The Boston Globe” ukazał się 13 kwietnia artykuł zatytułowany „Harvard announces hiring and salary freezes, president and top leaders take a 25 percent pay cut”. Czytamy w nim, że “Harvard, podobnie jak inne uniwersytety na całym świecie, nie zostanie oszczędzony ekonomicznym konsekwencjom pandemii”. I dalej: „Zdajemy sobie sprawę z napięć i zakłóceń spowodowanych przez COVID-19 dla każdego członka naszej społeczności. /…/ Jesteśmy jednak przekonani, że wspólnie jako społeczność dostosujemy się do nowych wyzwań w miarę ich pojawiania się.” W konkluzji stwierdza się, że „Uniwersytet Harvarda zamrozi wzrost pensji, zrezygnuje z nowych zatrudnień, anuluje dodatki uznaniowe, opóźni niektóre projekty inwestycyjne oraz obniży wynagrodzenie osób zajmujących najwyższe stanowiska administracyjne, gdyż zmaga się z efektami finansowymi COVID-19.
To są działania bardzo radykalne, ale uzasadnia je zarówno sytuacja epidemiczna w Stanach Zjednoczonych jak i specyfika tego uniwersytetu.
 
W Polsce prognozy liczby zakażeń zaczynają się powoli „wypłaszczać”, jest plan „łagodzenia restrykcji”, może jest to więc właściwy moment, aby, przede wszystkim, na poziomie ogólnopolskim rozpocząć dyskusję, ale przede wszystkim podjąć działania, które pozwolą uczelniom, w sposób najmniej bolesny, wrócić do „nowej normalności”. 


Copyright ©2020 Ryszard Naskręcki, All Rights Reserved
 
Kontakt: ryszard.naskrecki@amu.edu.pl
: 40239
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem